Był chór gejów z Bostonu, być może będzie i chór wyśpiewujący pieśni gospel w intencji ograniczenia shopomanii – plagi dolegliwej, bo odmóżdżającej na potęgę. Czemu nie?

Wielebny Bill i jego kongregacja odwala kawał happerskiej roboty. Czuć w tym kpinę, ale niezależnie od jajcarskiej formy (jak można traktować poważnie kandydaturę Billy’ego na burmistrza Nowego Jorku?), kampanie pod hasłem The Church Of Stop Shopping (choć hasło przesadzone) są ważkie społecznie. Dajmy na to bojkotowanie kafeterii Sturbucks’a, sieci, która promuje się jako rzekomo ekologiczna. Gdzie są w waszej ofercie produkty oznaczone marką Fair Trade wykrzykuje w religijnym zapale Billy, pikietując z innymi ekologami kawiarnie. Widok faceta w koloratce agitującego na ulicy, w kraju telewizyjnych ewangelizatorów, nie jest czymś niezwykłym. Ale szokujący i wariacki – nawet dla Amerykanów przywykłych do mentalnych ekstrawagancji – musi być ton tych kazań wymierzonych m.in. w „kapitalistyczny wyzysk i przemoc policji”. Czy ktoś widział już tego gościa szerzącego alterglobalistyczną ewangelię na Starym Kontynencie?