Rolling Stones szykują się do kolejnego światowego tournee. Przez te słodkie lata dekadenckiej hedonistycznej pięciogwiazdkowej swawoli z rockmanów przeistoczyli się w osobników mogących z powodzeniem reklamować fundusz emerytalny, geriavit i viagrę. Żeby była jasność, nie mam nic do ich muzyki, jej odbiór to kwestia indywidualnego gustu, ale rozczula mnie ów cały krzykliwy rock’n’rollowy sztafaż, któremu Jagger i spółka są tak uparcie wierni, mimo 60-tki na karku.

Myślę sobie, że muzycy – niewolnicy swojego wizerunku – są też zakładnikami bezpowrotnie utraconej młodości. Mam z nimi nie lada problem, bo nie wiem, czy tak wypacykowanych staruszków winno się traktować na równi z naszymi emerytami, czyli choćby ustępować im miejsca w tramwaju. A może wskazane byłoby przybijanie piątki. Siema ziomal, jak tam zdrówko?
I tak znów mam dylemat, co nami rządzi : kultura czy też jej młodsza odmiana pop? O dziwo z Iggy Popem takiego problemu nie mam. Lubię drania, mimo że latka mu lecą (jak każdemu).