Idę o zakład, że Tusk wygra wybory. Może powinien już dziękować Kurskiemu. Ta chora zagrywka sztabowca PiS z wermahtem tylko przysporzy liderowi Platformy dodatkowych głosów.
Tusk konsekwentnie buduje wizerunek swojaka, co to w piłkę kopie, do każdego zwraca się „przyjacielu”, babcię w rękę pocałuje i do małolata zagada, jak trzeba wygłosi akademicki wykład o nowoczesnej Polsce. Stąd bezpardonowy i głupi atak na niego, tylko wzbudzi w wyborcach litość i współczucie. Sztabowcy PO nie zatracili sprytu, nie wdali się ordynarną wymianę ciosów na teczki, haki i plotki. Przynajmniej na razie. Wolą, aby ich pryncypała pokazały media, gdy prowadzi wózek inwalidzki, czule rozmawia z dziećmi z rodziny zastępczej i sympatycznie gawędzi z popularnym wśród wrocławian hierarchą kościelnym, kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem. Wymowna odpowiedź na wermaht.
Majstersztyk kampanijny.
***
Ranek ma niewiele do zaproponowania. Zamiast porannej zorzy wokoło ściele się mgła, a powietrze jest tak rześkie i nasycone zapachem jesiennych liści, że w mig rozbudza. Idąc polną ścieżką na przystanek autobusowy myślę sobie, jak wyglądałoby moje życie odseparowane od jesiennego spleenu.
lider Castanets i piwko, i muzyka, która wprawia w zadumę
***
Czy nie za bardzo ufamy słowu: lost in translation