Patrzę na to zdjęcie i jestem pełen obaw. Zbyt gładkie to i wycyzelowane jak na historię o Bukowskim: pisarzu, obiboku, pijaczynie w jednej osobie. Gdzie w tym kadrze czai się desperacja buzująca w „Factotum’ i w każdej książce Bukowskiego? Ten zadumany przystojny facet i wpatrzona w niego, jak w święty obrazek, troskliwa dama są upozorowani niczym anonimowi bohaterowie filmiku reklamującego drinki.
I jeszcze jedno. Kto, jeśli nie Amerykanin przesiąknięty do szpiku kości swoją kulturą; przesiąknięty aż do wyrzygania, może nakręcić przekonywujący film o mężczyźnie, który stał się drogowskazem wskazującym brzydsze, ukryte wstydliwie i pokiereszowane oblicze Ameryki?
Norweg Ben Hammer, który wyreżyserował „Factotum” mówi
do rzeczy i z sensem, ale czy boża iskra i retoryczna wena przełożyły się na pasjonującą filmową opowieść o wyjatkowym człowieku? Na wszelki wypadek trzymam się z daleka od gazetowych recenzji. Najpierw muszę zobaczyć film. Odnaleźć w nim ślad żywego człowieka, który pisał:
kiedy naprawdę przyjdzie pora
i jeśli zostałeś wybrany
zrobi się
samo i odtąd już będzie się robiło
póki nie skonasz ty albo ono w tobie
innej drogi nie ma
i nigdy nie było

fragment: znaczy chcesz być pisarzem?
z tomu „Z obłędu odsiać słowo, wers, drogę.”
***
To najbardziej trafna diagnoza naszych realiów, jaką ostatnio czytałem. Spostrzeżenia Barbary Skargi są elementarne w tym sensie, ze winny stanowić fundament wszelkiej aktywności publicznej. Lektura obowiązkowa dla popapranych polityków.
***
A na Zachodzie hołubią m-city… Teraz Polska!