Odsysanie tłuszczu z damskich pośladków i robienie wody z mózgu telewidzom. Taką ofertę – 2 w 1 – importowaną z Holandii, ma dla nas Polsat. O nowym reality show pt. „Chcę być piękna” rozpisuje się nawet szacowna Gazeta. Robienie operacji plastycznych to nic zdrożnego, wszak modyfikacja ciała to rzecz stara jak świat.
Gorzej dla zdrowego rozsądku, że jacyś magicy od tv chcą urządzić z krojenia i poprawiania damskiej urody spektakl dla mas i pomnażać na tym kasę. Nie takie rzeczy widział świat, zresztą nie ma co się kasandrzyć – zareaguje na moje obawy ktoś mniej przewrażliwiony. Według mnie, coś jest jednak nie tak. Powoli, acz konsekwentnie znosimy granicę między tym, co prywatne i intymne, a tym, co jest publiczne. Dopóki między tymi sferami istnieją pewne kulturowe i psychologiczne bariery, daje się pomyśleć jakiś ład, który pozwala znośnie, godnie i interesująco żyć. Daje się też pomyśleć o tajemnicy i ożywczym iskrzeniu pojawiającym się na styku sfer. Tam, gdzie jest twórcze napięcie, coś się dzieje. Zresztą niedopowiedzenie jest piękne. Dzięki niemu rozróżniamy jeszczę erotykę od porno. Inaczej zaleje nas jednorodna kultura żelu.
***
Tak oto za sprawą walczącego o oglądalność Polsatu będziemy mieli kolejne żenujące szoł. Nie żadną tam afirmację ludzkich starań o bycie doskonałym, choćby nawet li tylko cieleśnie, lecz ordynarną walkę o zyski, po to, by sfinansować z nich zapewne kolejny ogłupiający program.
Pewnie i trzy grosze do tych wynurzeń dorzuciłby i pan Stelarc.