Po każdej konsumpcji następuje… defekacja; wzmożona, zwłaszcza po świętach i nie ma co się gorszyć i czerwienić ze wstydu. Taka jest fizjologia, której prawidła zgrabnie dają się zastosować np. w ekonomii: wielkie wysypiska śmieci i oczyszczalnie ścieków, duszący smog nad niejednym miastem. Innymi słowy, dookoła gówno.
Można w nie wdepnąć i dosłownie, i w przenośni. Ta cuchnąca materia pod pewnymi warunkami – jak wszystko – poddaje się sublimacji i „obróbce”. A efekty bywają czasem bardziej prześmiewcze niż gorszące. Choćby taki zwariowany Piero Manzoni i jego przesławna (sic!) konserwa.
Zero głębszego sensu, tylko poczuciem transgresji. W „gównianej” sztuce prym wiedli przede wszystkim dadaiści.
Konserwa jest niezła dla konserwatystów. Bardziej nowoczesnych kręci technologia, ktora jak wiadomo, już teraz obywa się bez ludzi. Sztuczna defekacja jako zapowiedź sztucznej inteligencji?
Kloaka Wima Delvoye’a jest zaliczane do dzieł sztuki (sporo w tym buńczucznej przesady). Z drugiej jednak strony, kto czuje się zdegustowany takim stawianiem sprawy, niech szczerze przyzna, ile to razy w ogniu namiętnego sporu na najbardziej doniosłe tematy zdarzało mu się, w skrajnej desperacji, rzucić w twarz oponentowi: „gówno” i nie poczuć ulgi? Zresztą, czy francuskie „merde” nie brzmi wyrafinowanie?