Publiczność jest jak dzikie zwierzę, najlepiej jej nie przekarmić – Tom Waits. W czasach masowej muzycznej konfekcji, słowa trafne jak cholera.
Tom Waits nikogo nie przekarnia, raczej drażni, a ludzie lubią go za charkotliwy pijacki śpiew i za pozę bezdomnego luja. Pozę tak tanią, jak ciuchy z magazynów Armii Zbawienia, które słynny i bogaty Tom tak sobie upodobał. Tom – mistrz autokreacji.

Chodzą legendy, że zaczynał od recytowania wierszy Bukowskiego po tanich spelunach. Możecie sobie to wyobrazić? Zadymione liche bary dla studentów, sezonowych roboli, gdzie łatwiej dostać po gębie niż zasmakować poezji? Na kilometr pachnie groteską, i tak traktuje tę opowieść – z niedowierzaniem. Czuję, że rośnie we mnie niewierny, ale i rozbawiony Tomasz. Bo naprawdę lubię tego drania. Lubię jego muzykę i nic więcej mi nie trzeba.