Facet popełnił książkę, a wcześniej – wedle policji – zbrodnię i potraktował ją po literacku, czyli zdał relację w rzeczonej powieści. To nie działo się w zdeprawowanym LA ani w innym sin city. To działo się na naszym podworku i rozpisuje się o tym Wyborowa.
Podobno śledczy recytują z głowy najistotniejsze dla sprawy fragmenty „Amoku”, a jej autora Krystiana B, do niedawna wymienego z nazwiska podróżnika, filozofa i pisarza, przesłuchiwano juz parę razy.
Jaki będzie finał bulwersującej sprawy – ów prawniczy dylemat zostawmy Temidzie. Jeśli jednak nie jest to grubymi nićmi szyta akcja promocyjna autora i spółki, w którą sprytnie wmanewrowano (dla rozgłosu) naszych dzielnych Holmesów (a wmanewrować ich jest łatwo, bardzo łatwo), to mamy tu historię, o której marzy każdy scenarzysta.

Chociaż.. nie od dziś wiadomo, że najlepsze scenariusze pisze się w więzieniu, gdzie wolniej płynie życie.