Tym, którzy sięgnęli po władzę często odbija. Gdy dochodzą do tego niewyleczone i zadawnione kompleksy oraz urazy, niechęć do ludzi, mamy gotowe nieszczęście. Pokusa, aby wykorzystać swą zwierzchność nad innymi dla wzmocnienia własnej wartości, owa codzienna – uprawiana zza urzędniczego, ministerialnego i politycznego biurka – autoperswazja i autoperwersja, często jest maskowana fałszywą retoryką troski o wyższe i wspólne dobro. Żle się dzieje, gdy namysł i trzeźwy osąd ustępuje pola taniej socjotechnice zapożyczonej z kampanii proszku do prania, której przekaz o inteligentnych cząsteczkach zapewniających niebiański błękit tak skutecznie uwodzi i zwodzi miliony konsumentów nie mających pojęcia, jak łatwo dają się nabić w butelkę.
Władza sięgająca po piarowe chwyty i zagrywki musi czuć się paskudnie, wiedząc, że prędzej czy później w momencie próby, okaże się, jakie tępe lico skrywała ta krzykliwa mascara.