Percepcja i wyobraźnia lubią płatać figle i fikać. Przewidzenia, omamy, halucynacje, przesłyszenia, zmyślenia, wreszcie wydobywające się mimowolnie z odmętów pamięci zmistyfikowane senne historie, mające nikłe powiązania z faktami. Dobrze, że są pożywką dla artystów, a nie domeną psychiatrów nasrożonych na absurd.


via
UPDATED. 20.02.2006

Erwin Wurm przeprowadza nas przez magiczne lustro do krainy, w której sytuacje oczywiste, rutynowe czynności dzieją się w iście surrealistyczny sposób. Wurm przestawia, bawi się, żongluje elementami naszego otoczenia: to, co było użyteczne uderza absurdalnością.
To wielowymiarowe prace. Mogą zaistnieć jako elementy teatralnej scenografii lub kadry surrealistycznych filmów. Są w intrygujący sposób sterylne. Nabierają charakteru komunikatów-sprawozdań ze świata ludzi osaczonych przez paranoję, nękanych neurozami. Niepokojące treści nie ciążą, bo artysta nadaje pracom lekkość i popkulturową przekorę.
Swoją drogą, ongiś artyści zapuszczali się w tajemniczy „międzyświat”, by nadać swoim wizjom mistyczny rys. Obecnie jest zgoła inaczej: miotając się w pozbawionej kierunkowskazów przestrzeni wprawiamy się tylko w coraz doskonalszym (?) przedstawianiu absurdu i alienacji.