Najpierw wybory parlamentarne, po wakacjach kolejne, samorządowe – zatem dwa w jednym, czyli PiS żądne powtórki sprzed niespełna roku (kulejący pakt stablizacyjny to chyba pretekst).
Wówczas dynamika prezydencko-parlamentarnej kampanii dała Kaczyńskim podwójne zwycięstwo. Czy i tym razem bliźniacy idąc – va banque – dadzą wycisk konkurentom? A może jest inaczej i zamiast victorii powoli, acz nieuchronnie, za PiS-u przyczyną, stoczymy się na samo dno krainy groteski, bo to ona, a nie jakaś tam wydumana IV PR, owładnęła umysłami Kaczyńskich i jej wiernopoddańczej drużyny.

Jeśli pomysł z samorozwiązaniem parlamentu jest tylko li kolejnym blefem, to zamiast naprawy czegokolwiek, a tym bardziej kraju, mamy do czynienia z absurdem i manifestujacą się w zgoła nieprzewidywalny sposób paranoją.
A najgorsze jest to, że reszta politycznego stadła tańczy jak PIS mu zagra. Zawsze w defensywie i zamotani. Żle to wróży. W tym medialnym mętliku opinia publiczna kupi najbardziej wyrazisty i spójny przekaz. Akurat PiS-owi wizji odmówić nie można, a że od tej wizji włosy stają dęba na głowie, to już inna sprawa.
***
Nie przypuszczałem, że po parotygodniowym rozbracie z internetem przyjdzie mi pisać nie na luzie lecz po dyktando politycznego zawirowania. Ach, polityka, poliyka – nienasycona bestia pustoszy mózgi.
Chyba wszędzie lepiej, nawet tam