U nas to pieśń przyszłości, w Stanach, w wielu miejscach na globie, paraliżowanych strachem przed terrorystycznym atakiem, są czymś oczywistym: k a m e r y. Ulice, domy, place; eletroniczne oko łowi każdy podejrzany akt, ruch, zachowanie. Bójcie się przestępcy i terroryści. Porządny obywatel może czuć się bezpiecznie.
Co to znaczy?

Wraz z obsesją kontrolowanie miejskiej przestrzeni nasilają się zakusy jej ograniczania czy też – po prostu – prywatyzowania. Zamiast otwartych, dostępnych dla każdego placów, skwerów, budynków, pojawiają się zamknięte enklawy. Strzegą ich strażnicy, mury, szlabany, kamery. Nie wejdzie nikt, kto nie zostanie zidentyfikowany, kto nie podporządkuje się arbitralnym rygorom (np. zakaz robienia zdjęć).
Pamiętam czasy komuny i śmieszne tabliczki na fasadach stacyjek kolejowych: zakaz fotografowania. Czy powtórka z historii jest aby tylko groteską?
Może niejako w rewanżu przychodzi nam brać niektóre obiekty podstępem lub wcielać się w rolę harcowników nękających wielkiego brata

****
Czy Lepper jest prawnukiem Piłsudskiego? (i inne mądre pytania)