Atak na Radio Maryja atakiem przeciwko naprawie Rzeczpospolitej – to słowa Jarosława Kaczyńskiego. Niby nie dziwią, wszak mieszczą się w konfrontacyjnym obrazie świata, do którego przyzwyczaił nas nastawiony bojowo polityk. Ale tym razem prezesa PiS poniosło – zakpił w żywe oczy ze zdrowego rozsądku. Ani Polska nie wydaje się być naprawiana (darujmy sobie „szlachetne” zamiary nie przełożone w przyzwoite czyny), ani toruńska rozgłośnia szczególnie atakowana (raczej obśmiewana).
Kaczyński stawia wielce bałamutną tezę. Trudno uwierzyć, by ojciec dyrektor mógł kiedykolwiek, jakkolwiek i cokolwiek naprawiać. Za to talent do knucia i zrażania ludzi ma bezdyskusyjny.
Zaprawiony ksenofobią przekaz toruńskiego radia dopraszał się interwencji aniżeli aplauzu wiernych, o czym świadczy konfuzja niektórych hierarchów kościelnych. Słuszna jest teza, iż Radio Maryja zamiast tonizować nastroje staje się katalizatorem niebezpiecznych dla Kościoła i mało ewangelicznych tendencji, na co w przededniu wizyty papieża polscy biskupi nie dadzą zgody ani nie będą przymykać oczu.
Kaczyński własną piersią broniąc ojca Rydzyka tylko się pogrąża w oczach umiarkowanego elektoratu. Może też walczy o przetrwanie? Jeśli tak stoją sprawy, to układ z Lepperem miał sens.
Co łączy chłopskiego watażkę, zakonnika i prezesa rządzącej partii? Są nielicho zdesperowani, a świat dla nich to pole walki. Normalność nie istnieje, to iluzja stworzona przez wrogów, którzy chcą nas uśpić i zgubić. Tak myślący Lepper, Rydzyk i Kaczyński – jakby nie chcieli – i tak muszą iść ramię w ramię.