LPR rusza na krucjatę przeciw sektom. Jak donosi „Życie Warszawy”, Liga mierzy w fanatyków religijnych nakłaniających do aktów terroru, zabójstw i samobójstw, w satanistów propagujących rytualne mordy. Chce karać więzieniem za „pranie mózgu”. Stąd propozycja definicji psychomanipulacji i nowelizacji 20 artykułów kodeksu karnego.
Nie ukrywam: pomysł LPR traktuje z należną tej partii podejrzliwością. Nie spodziewam się bowiem, by ugrupowanie, które z taką gorliwością szermuje radykalną religijną retoryką, mogło tak nagle dokonać rewizji poglądów i zmienić się w strażnika wolności obywatelskich, tolerancji i świeckości państwa. Chyba bardziej trafne jest stwierdzenie, że LPR szykuje młot na czarownice.

Kto zasłuży sobie na to niechlubne miano groźnego heretyka-odszczepieńca?. Lista może być arbitralna i długa, bo przecież wśród polityków Ligi nie brakuje przeciwników permisywnego „sie ma”, którzy ochoczo przypięliby łatkę groźnego sekciarza Jerzemu Owsiakowi. Pod antysekciarską lupę z pewnością wzięto by też buddystów, wyznawców Kriszny, zielonoświątkowców, „promowane” przez czujnego posła Wierzejskiego osławione gejowskie lobby. Kto da wiarę zapewnieniom, że to nierealne? Czarownice się znajdą, jeśli będzie taka polityczna potrzeba. Nie sadzę, aby LPR szykując anty-sekciarskie prawo, kierowała się obawami przed osiedleniem się w Polsce (wraz z falą zarobkowej emigracji) rzeczników wojującego islamu.