Głupiutki tekst w 6-tej co do wielkości niemieckiej gazecie i histeryczna reakcja części polskich polityków, którzy dowiedli, że w dziecinny sposób potrafią przedkładać osobiste urazy nad interes państwa. Zamiast demonstracji dystansu i wykpienie incydentu, przydano mu w zamian rangę batalii o historycznym znaczeniu. Czyli wyszło najgorzej, a więc jak zwykle. Kaczyński się nie popisał, a teraz kuriozalnie zachowuje się jego polityczne otoczenie. W wywiadzie dla czwartkowego Dziennika prominentny działacz PiS Marian Piłka:

... nie chodzi o atak prywatny na osobę prezydenta Rzeczypospolitej, ale o atak na nasz kraj.

Zna pan analogiczne sytuacje, gdy rządy reagowały na takie tekst?

Przypominam reakcje naszego rządu w sprawie karykatur Mahometa…

Aż cierpnie mi skóra, jak sobie pomyślę, jakież to dyplomatyczne retorsje spotkałyby np. Anglię, gdyby nad naszym prezydentem – tak jak nad Niemcami – miał się satyrycznie wyżywać Monty Python.