Na wakacje do Rumunii, której nie znamy. Zatem wielkim łukiem ominąć pocztówkową Bukowinę i Transylwanię wyeksploatowaną w przewodnikach. Powałęsać się z kamerą po miastach, pogadać z młodymi ludźmi. Niestety, choć poczyniłem stosowane przygotowania, pomysł nie wypalił. Daje słowo, w Rumunii wiele się dzieje, niejako na przekór stereotypom, do których przywykliśmy gremialnie.
Ciekawskim polecam „wywrotową” ofertę agencji Poltur. Wyjątkowe – zaręczam – polityczne safari.
Bukareszt ma prężne środowisko artystyczne. Partyzanckie boje z uliczną szarzyzną prowadzą świetni grafficiarze. Bawiąc dłużej w stolicy warto zajrzeć do pewnej domowej galerii (miejsce a la warszawski Raster?). Swego czasu bawił tam nasz rodak Janek Simon.
Wyświetlał z komputerowego rzutnika interaktywną instalację – połączenie wzorzystego kaukaskiego dywanu z archaiczną komputerową strzelanką. Awangarda młodego Bukaresztu przybyła na pokaz tłumnie. Relacjonuje bez cienia ironii. Jakżeby pisać inaczej, jeśli artystyczna prywatka odbiła się echem w świecie. A u nas cicho sza…

To jak to jest z tą Rumunią? Za daleko i nieciekawie? Kradną, brudno i Cyganie? A może to tylko nasze chore rojenia?

Garść rumuńskich linków:
eugen
crisser
vladnanca
made in romania
bukaresz blog