Polski rząd ma „wizerunkowego”. Został nim rzecznik MSZ Andrzej Sadoś. Nie ma powalającego dorobku, spektakularnych dokonań, ani autorytetu. Jego pozycja musi być zgoła licha, zresztą jak wielu rzeczników. Ironizując, Andrzej Sadoś nie ma ani charyzmy Michała Kamińskiego, ani też prezencji „modelowego” hydraulika, który mężnym torsem i kusząc spojrzeniem zawodowo bronił interesów Polski nad Sekwaną.
Być może atutami Andrzeja Sadosia są (nie ma powodów, by w nie wątpić) inteligencja i sprawność z jaką porusza się po dyplomatycznych korytarzach.
Te i inne osobiste przymioty zdadzą się na nic; bezwarunkowo, misja Sadosia skazana jest na porażkę.
Dotąd najwięcej szkody wizerunkowi Polski wyrządzili na spółkę bracia Kaczyńscy i zżymanie się, jak bardzo ów osąd jest niesprawiedliwy, nic nie pomoże. Taki jest społeczny odbiór obu polityków. Niestety bracia są odporni na wszelką krytykę. Nie do pomyślenia jest, by urzędnik z głębokiego zaplecza mógł podpowiadał im korektę zachowań. A przecież to postawa premiera, prezydenta i jego otoczenia stanowią clue problemu. Podkreślam, darujmy sobie oczekiwania, że coś się w tej materii zmieni. Bracia uwielbiają bić się w piersi, tylko nie swoje.

Jest jeszcze jedna możliwość, zgoła oczywista, biorąc pod uwagę konformizm wszelkiej maści aparatczyków. Oto minister Fotyga wskazał Andrzeja Sadosia, który tym wskazaniem wyróżniony doświadcza teraz pełni zawodowego szczęścia, wiedząc doskonale, że kluczem do stanu osobistej arkadii jest lojalność. Tym samym za żadne skarby nie odważy się powiedzieć, że król – czyli premier/prezydent– jest nagi.