Terrorystyczne zamachy na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 wyrządziły więcej szkód USA niż spowodował Związek Radziecki przez cały okres Zimnej Wojny – takie spostrzeżenie Petera Bergena w sierpniowym magazynie Prospect robi wrażenie.
Przypomnę: 19 uzbrojonych w noże mężczyzn porywa kilka samolotów i roztrzaskuje o wieże WTC oraz siedzibę Pentagonu, uśmiercając w sumie około 3 tysięcy osób. Specjaliści od konfliktów zbrojnych mówią o tzw. wojnie asymetrycznej: naga fanatyczna przemoc (jej zwieńczenie to męczeńska śmierć zamachowca) wygrywa z wyrafinowanym technologicznie i próbującym racjonalnie postępować przeciwnikiem,
Artykuł Petera Bergena to rozważania o motywach i przyczynach, którymi kierowali się sprawcy zamachu na nowojorskie wieże. Publicysta zaznacza, że wśród hipotez są i takie pokroju bazarowych plotek, popularnych wśród arabskich mas i podsycanych przez niektóre tamtejsze gazety sugerujące rzekomy spisek izraelskich agentów i stojących za Bushem koncernów naftowych, które szukały wiarygodnego pretekstu do przejęcia kontroli nad złożami ropy w Azji i na Bliskich Wschodzie. Pojawiają się też teorie z gatunku intelektualnie frapujących jak choćby popularna Hungtintonowska koncepcja o wojnie cywilizacji. Ale co najistotniejsze to uwagi Petera Bergena o twz. „binladenizmie” – fundamentalistycznej ideologii, której wyznawcy nie tylko wyznaczają sobie na wskroś polityczny cel zniesienia hegemoni USA, ale marzą o ostatecznym starciu Dobra ze Złem, czerpiąc oczywistą inspiracją z apokaliptycznych wątków Koranu.

Bergen wspomina, że w dystrybuowanych nagraniach bin Laden ani razu nie atakował Ameryki z pozycji kulturowych, Nie zdarzało mu się wyklinać „Hollywood, Madonny, narkotyków, ani homoseksualizmu”… Lider al Kaidy skupiał się na piętnowaniu polityki bliskowschodniej USA i Izraela.

Z artykułu dowiemy się, że poza atakami na WTC al Kaida szykowała zamachy z użyciem porwanych samolotów na miasta w Azji oraz zachodniego wybrzeża USA. Siatka miała w planach ustanowienia w Maroku i Indonezji teokratycznych rządów na wzór afgańskich talibów.

Jakie czynniki, zdaniem Bergena, sprzyjają terrorystom? Do istotnych publicysta zalicza radykalizację muzułmanów wywołaną afgańskim dżihadem (walka z Rosjanami, potem przejęcie władzy przez Talibów). Upatruje też przyczyn aktywności środowisk fundamentalnych w rozwoju technologii komunikacyjnych. Łączność komórkowa, elektroniczny transfer pieniędzy, Internet – to wszystko pozwala rozproszonym na świecie muzułmanom wzmocnić poczucie przynależności do ummy – globalnej islamskiej wspólnoty. Muzułmanie niezależnie, czy żyjący w Kaszmirze, na Bałkanów, Palestyny, Iraku, Libanie lub Afganistanie mogą budować i to chyba po raz pierwszy na taką skalę w swojej historii (może od upadku imperium Otomańskiego) intensywne poczuciu wspólnoty, podobieństwa losów.
Bergen przywołuje ciekawy fakt: powstanie telewizji Al Dżazira zbiegło się z ogłoszeniem przez bin Ladena świętej wojny. Właśnie to przesłanie często pojawia się na islamskich stronach WWW i internetowych forach, na które trafiają też relacje video z samobójczych zamachów oraz egzekucji zakładników.
Niechybnie radykalizacja (nierozwiązane konflikty na Bliskim Wschodzie) i postępującą integracji (via: technologie) nakładając się wzmagają polityczną metamorfozę środowisk islamskich. Dokąd ten proces nas wszystkich zaprowadzi, nie wiadomo.
Peter Bergen nie spekuluje o przyszłości, ledwie wspomina o Iraku, który jak dobrze wiemy z medialnych przekazów przeistoczył się w obszar permanentnych terrorystycznych akcji i kontrakcji, poligon doświadczalny dla obu stron konfliktu.
W 2003 r. prezydent Egiptu Hosni Mubarak przewidująco przestrzegał, że wojna w Iraku zrodzi kolejnych 100 Bin Ladenów.