Jarosław Kaczyński to mistrz destrukcji i ucieczek do przodu. Najpierw zaliczył fiasko z PO, teraz posypało mu się z Samoobroną i aby zatrzeć niesmak wywołany faktem, że PiS (rzecznik sanacji) układa się sejmowymi odszczepieńcami rzuca hasło: zmieniamy ordynację tak, aby po wyborach wygrywająca partia mógł wziąć większość mandatów i samodzielnie rządzić. Sprytne.
Co na to Platforma? Jak zwykle w rozkroku: 7 października organizuje antyrządowy marsz w Warszawie, a jednocześnie nie kwapi się, aby zdecydowanie skrytykować koncept: „wycinamy małe partie i bierzemy pełnię władzy”. Trudno nie ulec pokusie układania się z PiS i przeforsowania pasującej obu wielkim partiom ordynacji, jeśli ma się w swoich szeregach niedoszłego premiera z Krakowa. Nieprawdaż?
W sumie na razie krótkie, acz nader intensywne rządy PiS przyłożyły się wielce do tego, że kategoria niestosowności w polityce przestaje się liczyć, a politycy – jakże uwzniośleni i rozgrzeszeni (w swoim mniemaniu) przez wyższą konieczność – nie muszą, w przeciwieństwie do szarych obywateli, dłużej kierować się umiarem i przyzwoitością.

***
Dyskusyjne: czy do „błękitnego marszu” PO powinny przyłączyć się inne partie i środowiska? Na przykład Inicjatywa Uczniowska?