Taśmy, teczki i przecieki – za ich przyczyną mamy przyśpieszenie. Przyśpieszenie ze wszech miar jałowe, bo prowadzące donikąd. Jaki zysk daje bowiem pranie brudów, jeśli odbywa się ono w tempie, co pół godziny aktualizowanych newsów? Kto jest w stanie to ogarnąć i zweryfikować?
Zwłaszcza, że gdzieś w tle pojawia się pytania, co do intencji orędowników idei oczyszczanie życia publicznego. Zresztą, czy ktokolwiek jest w stanie wskazać ów wyobrażeniowy horyzont, gdzie – po dokonaniu się nieuchronnego – będzie już tylko lepiej? Takie przyśpieszenie, ba, polityczny amok, już abstrahując od intencji aktorów tego widowiska, rodzi pytania o sens polityki w ogóle.
Chciałoby się zwolnić. Stojąc z boku ma się o niebo lepszy ogląd sytuacji i więcej czasu do namysłu. Mniej zabójcza jest presja chwili.
Najnowszy „Czas Kultury” przynosi doskonały cykl artykułów m.in. o Slow Food Movement i szybkości. Dodam, że w necie wyłowiłem też slow simply wikipedię. A sam postanowiłem przemierzać pieszo kilka kilometrów dziennie.
***
czego to ludzie nie wymyślą: kościół lego.