Były flash moby. Teraz przez świat przetacza się spontaniczna kampania na rzecz akceptacji publicznego obejmowania się, poklepywania, przytulania, czyli innymi słowy Free Hugs Campaigns

Filmik z hippisowatym 22-letnim Juanem Mannem obejrzało dotąd blisko 6 milionów osób. Student spacerując po centrum handlowym w Sydney z planszą „Free Hugs” zachęcał ludzi do braterskiej wymiany uścisków. Policja przerwała „nielegalny proceder”, lecz uparty Jaun zdołał zebrać 10 tysięcy podpisów pod petycją i uzyskał w ten sposób pozwolenie na kontynuowanie „akcji”.

Żeby było jasne, takie mamy zadziwiające czasy, że całkiem niewinne, bo znamionujące przede wszystkimi sympatię i życzliwość zachowania, stają się kontrowersyjne. Nawet zdarza się, że są zakazywane i karane. W imię czego? Ano, czasem w imię głupio pojmowanej prywatności oraz wolności.
Nie tak dawno policja w Szanghaju zatrzymała grupę młodych ludzi zachęcających przechodniów do obejmowania się. Chińskim huggersom zarzucono brak brak pozwolenia na uliczną akcję. Gdzie indziej, bo w Anglii zakazano uczniom takich zachowań, uznając je za niestosowane, ocierające się o napastowanie. Dziwne czasy. Doszliśmy do momentu, kiedy bliższy przelotny kontakt z drugim człowiekiem, mający ledwie symboliczny wymiar, staje się zgoła wyzwaniem Sometimes, a hug is all what we need.

P.S.
Gdzieś w tle pojawia się doktor Leo Buscaglia, ongiś nazywany przez admiratorów „Hug Doctor”. Psycholog zasłyną w latach 70. koncepcją uzdrawiającego, leczniczego potencjału przyjacielskich uścisków.