Czy Niemcy mogą podśmiewywać się z Adolfa Hitlera? Czy ktokolwiek może obracać w żart biografię najokrutniejszego zbrodniarza XX wieku? Pytania całkiem zasadne – 11 stycznia do kin w Niemczech wchodzi czarna komedia o przywódcy II Rzeszy: My Fuehrer — The Truly Truest Truth About Adolf Hitler, nakręcona przez Dani Leviego, reżysera i aktora, skądinąd żydowskiego pochodzenia.
Skąd pomysł na film, w których perypetie mazgajowatego tyrana (ma problemy z sexem, dragami i moczy się w łóżku) wywołuje i śmiech, i politowanie? Levi wyjaśnia:
The dusty educational approach doesn’t really keep your attention . . . Comedy is a good way to stir people

Może jest w tym ziarno prawdy. Śmiech ma wartość terapeutyczną, ale wtedy kiedy nie sposób zaakceptować lub oswoić się z okrutną i bolesną prawdą. Mam nieodparte wrażenie, że filmowa farsa powstała na fali niemieckiego neutralizowania trudnej dla nich historii.

Sam film zbiera różne recenzje. Wbrew zapowiedziom jest mało prowokacyjny – punktują jedni. Inni zarzucają komedii brutalną satyryczną dosadność, której nie sposób pogodzić z kłopotliwym faktem, że świadkowie i ofiary nazistowskiego terroru ciągle żyją, ciągle pamiętają.
Czy film trafi na nasze ekrany? Na razie na you tube można zobaczyć trailer oraz pewną animację z Adolfem Hitlerem w roli głównej: nucącym podczas kąpieli, w rytm plastikowego reggae: kapitulacja? It’s not my cup of tea.
Zastanawiam się, czy ów niby żart podchwyciłaby moja babcia? „Dyktator” Chaplina nikogo nie bulwersuje, wiemy w jakich okolicznościach powstawał. Był ostrzeżeniem, bił na alarm.
Zatem wszystko zależy od kontekstu.

Updated – poniedziałek 15 stycznia. Temat podjęła Gazeta Wyborcza