Zielona wstążka wije się niczym rzeka. Szkoda Rospudy.

Postawa rządu, ta polityczno–biurokratyczna groteska, jest w sam raz dla tropiciela i obśmiewacza absurdów Janusza Głowackiego. Może skrobnie jakiś felieton.

Oto w temacie Rospudy premier zakomunikował ni mniej, ni więcej, że jeśli ulegnie naciskom ekologów, to szlag trafi budowę autostrad w Polsce. Nie ma to jak pryncypializm wyznaczony przez optykę końskich okularów. Zawęzić problem jak się da, narzucić alternatywę „tak” lub „nie”. Spolaryzować społeczeństwo; to klucz do sukcesu. A że wychodzi i głupio i strasznie, mniejsza z tym. Liczy się premierowska omnipotencja. A przecież w normalnym świecie istnieje coś takiego jak umiejętność zawierania kompromisów, dostrzegania niuansów, i właśnie ze względu na nie, elastycznego traktowania społecznych konfliktów.

Zdradzę, iż miałem w liceum całkiem idiotycznie zafiksowanego na punkcie seksu kumpla. Twierdził, iż jak klepnie dziewczynę w tyłek a ona go nie zdzieli, to znaczy, że jest w nim zakochana. Porównanie z gatunku niedorzecznych, ale kto zaczął? Nie ja, styl narzucił premier i współrządzący, którzy dowiedli, że skróty myślowe, to ich specjalność.
Przy okazji, jeśli można napisać w raporcie o WSI, że taki czy innym agent WSI narobił w gacie i rzeczony raport uznać za kamień u szyi nieboszczki Trzeciej RP, to chyba można już pleść bezkarnie trzy po trzy.

***

Antropomorficzny obiekt rodzaju męskiego (…) o niebezpiecznie wysokim poziomie wykwitów absurdu we krwi” – tak surrealnie widzi siebie Zalibarek, rysownik, grafik, twórca komiksów i czego też sobie dusza (uzależniona od nadrealnego) zapragnie. Artysta rodem z Krakowa.
Przyznam, że rysunki wpadły mi w oko i tam… tkwią. Łypię też na magazyn Puzdro, o którym przeczym, iż jest surrealnym biuletynem wzorem francuskiego „Minotaura.
Zabij bestię i smacznego.