Ledwie spacyfikowano demonstracje, wnet posłano robotników i buldożery (osłaniane przez policję) do rozebrania budynku.

Tak z mapy Kopenhagi wymazano skłot Ungdomshuset. W latach 80., lewicowi aktywiści zamienili pustostan w alternatywne centrum kultury. W 2000 r. komunalne władze sprzedały dom chrześcijańskiej wspólnocie, i, dopinając transakcji, posłały na lokatorów komando antyterrorystyczne. Skłotersom w sukurs przyszli anarchiści i środowiska alternatywe, ruszyła lawina protestów, które u nas relacjonowano w manierze policyjnych komunikatów o chuligańskich wybrykach.
Pewnie po zamieszkach zazwyczaj leniwa Kopenhaga znów znormalnieje. Może tak, a może nie. Decyzją o wyburzeniu skłotu władze Kopenhagi przyznały się do bezradności. Latami tolerować skłotersów, a na koniec wdać się z nimi w bezsensowną uliczną wojnę?
Po budynku pozostały ledwie fundamenty no i nieznośne przeczucie, że władze zabiorą się teraz – równie „sprawnie”- za Christianię. Jej mieszkańcy luzacko traktujący życie, od kilkudziesięciu lat uwierają mieszczan jak dziura w bucie albo pryszcz na gładkim licu królowej Danii.

***

Chciałem notkę okrasić muzycznym akcentem, lecz żaden duński zespół nie przyszedł mi go głowy. Za to napatoczyłem się na żwawo pogrywającą grupą Kaizers Orchestra; pochodzi z krainy fiordów. O dziwo, ma fanów w Polsce.