Trentemoller strikes again. on Vimeo

Uwiodły mnie igraszki molekuł i galaktycznej materii. Akurat kontemplowanie tych wizualnych i muzycznych figli–migli nie domaga się żadnego uzasadnienia. Chociaż obserwacja przenikających się obrazów podsuwa myśl, że to dobry sposób na uwolnienia się od racjonalizującego ego i ucieczki w samozapomnienie. To zaś nic innego jak powrót – ledwie chwilowy – do utraconej jedność.
***
Pierwotnymi energiami, których istnienie kwestionujemy po to, by rozumowo ujarzmiać świat, pulsują obrazy Pollocka. Wijące się dziko linie, punkty nurkujące w kosmicznej otchłani, przywodzą na myśl także komórkowe oceany widziane przez okular mikroskopu.

Tęsknotę za pięknem – które jest wyzwaniem dla ograniczeń narzuconych przez użyteczność – odnajduję w projektach architektonicznych. Oto przykład: buddyjska świątynia. Morfologiczne struktury odsyłające do wyobrażeń – rodem ze świata biologii molekularnej – bywa, muszę przyznać, że porażają ogromem.

Czy architekci zrywając z przyjętymi kanonami, zwiastują głębsze przemiany, przede wszystkim społeczne?
Osobiście wolę eksperymenty z małą formą na użytek ekologii. Lubię też – jakże to banalne – po prostu, zachwycić się czyjąś pomysłowością.