Jak mawiają ludzie zaprawieni w ironicznej komentatorce: Bodo Cox, aby się wypromować w stanie jest zrobić wiele , nawet dobry film.
Wrocławski happener, reżyser, aktor, uosobienie spolszczonego dada, nakręcił komedią. „Nie panikuj” to rzecz – trzymając się optymistycznej reżyserskiej wersji – naładowana, jak magazynek pepeszy, absurdalnymi skeczami i sytuacyjnym humorem.
W tym filmie jest wszystko co powinno się znaleźć w każdym dobrym, współczesnym filmie. Jest alkohol, narkotyki, tańce, napierdalanka i śpiewy. Jest policja i pistolety, gołe baby i kowboj – zachwala Bodo w mailu promującym film. Na premierę pewnie się wybiorę, trzeba trzymać kciuki za niezależnych.
Swoją drogą, ciekawie prezentuje się producecka strona niejakiej Kontrabandy.

***

Intryguje mnie łatwość, z jaką Amerykanie uganiają się za nowinkami. Jak wapirycznie są głodni świeżej krwi. W tej dyscyplinie na mają sobie równych. I mam wrażenie, że warholowskie powiedzenie o 15 minutach sławy, doczekało się trawestacji: znajdziemy cię w 15 minut, jeśliś wart.

Tak mają się rzeczy z Deuce Seven, grafficiarzem, który zawędrował na miesiąc z Minneapolis do Nowego Jorku i którego światek artystyczny niemal błyskawicznie usynowił. Być może wypatrzył w nim następcę słynnego Basquiata.


więcej tu

Muralia skrzą się, a intensywność barw, jawna dekoracyjność formy przywodzą na myśl hinduistyczne bóstwa. Tak widzi muralia dziennikarz opisujący fenomen Deuce’a na łamach Village Voice. Stawia pytanie, czy to nowy król Nowego Jorku.
Im więcej frapujących skojarzeń, tym lepiej dla kiełkującej w oczach legendy… Ot historia o pomalowanych przez Deuce’a drzwiach, które ukradł tajemniczy wielbiciel i o tym, że Deuce przez dwa i pół roku był bez pracy, nigdy nie dał się złapać policji, a wypatrzyli go galernicy. W końcu o cyfrach „27”, jakimi otagowuje muralia. To jego szczęśliwa liczba; wyznał jednal reporterowi Village Voice, że nie zamiarza kończyć w stylu Basquiata, Hendrixa lub Kurta Cobaina.