Pewnie niektórzy mają porąbane we łbach, ulegając niezdrowej fascynacji, ale co z nimi począć? Masowo ukarać i zakazać?

„Gazeta Wyborcza”wszczyna alarm i zarzuca pasjonatom militariów dyskredytującą ich słabość do nazistowskiego munduru. Gwoli ścisłości, takie uniformy można nabyć na każdej większej giełdzie staroci. Równie dostępne są nazistowskie insygnia masowo podrabiane w rodzimych warsztatach. Taki jest popyt. Więcej, w ofercie każdego „szanującego” (sic!) się salonu tatuażu są runy, nazistowskie gapy. Kto się tym dotąd martwił?
Może zatem – w świetle dziennikarskich rewelacji – należy ponownej ocenić „Nazistów” Uklańskiego, albo pozwać TVP za emisję „Stalingradu”? Będąc konsekwentnym trzeba rozliczyć też urzędników, który przyłożyli rękę do żenującej mody, zgadzając się na urządzanie kontrowersyjnych biwaków i potyczek. Wreszcie, skonfiskujmy wyłożone w księgarniach biografie Hitlera i jego kompanów, napisane przez admiratora III Rzeszy – prof. Irvinga.
Problem leży gdzie indziej. Od krypto- i jawnie faszystowskich oraz rasistowskich treści roi się w sieci i mało kto się tym przejmuje. Uwadze umyka żenujący fakt, iż policja od miesięcy bawi się w ciuciubabkę z bandziorami z blood and honour. Co im zamkną stronę, oni otworzą. Środowisko rodzimej pseudokibicerki jest opanowane przez rasistów. Kibole nawet nie kryją się ze swoimi fascynacjami. Ich czytadłem pozostaje pozycja o znamiennym tytule: ”Jak pokochałem Adolfa Hitlera”. No i co z taką piramidalnie durną fascynacją należy zrobić?