Udane zdjęcia, intrygujący kontekst. Ludzie podwójnie złapani – kamera uwieczniła ich gdy nieświadomi obecności schowanego za gazetą fotografa, przeciskali się przez bramkę w metrze. Bill Sullivan zachował się niczym bezwzględny i skuteczny łowca.

Zastanawiam się, czy prosił ich o zgodę na opublikowanie zdjęć, chociaż wątpię, by tak się stało, jeśli pisze o nich per „obiekt”. Ten „drobiazg” czyni artystyczną akcję ciut dwuznaczną. Swoją drogą, ile osób, wzorem dawnych Indian nadal uważa, że fotograf kradnie duszę?

Mniejszej kontrowersji dopatruję się w zmasowanych manifestacjach „golizny”, które są specjalnością Tunicka. A przecież takie pójscie na całość, może skończyć się posądzeniem o łatwiznę i epatowanie skandalem.
W arażowanych dużym wysiłkiem plenerowych aktach, biorą udział sami ochotnicy. Kilkaset, czasem parę tysięcy osób. Za chwilę „stadnego naturyzmu” 😉 artysta rewanżuje się każdemu fotografią opatrzoną własnoręcznym podpisem i takie zdjęcia – twierdzi autor wikipediowej notki o Tunicku – osiągają niekiedy na aukcjach cenę kilku tysięcy dolarów.