Zaczytują się Jerzym Pilchem, może w końcu przyjdzie pora na Andrzeja Barta. Don Juan raz jeszcze zgarnia, jak lecą, nominacje do nagród literackich: Nike, Angelus, Nagroda Literacka Gdynia.
Trafne wskazanie, bo Bart to stylista i gawędziarz niezrównany. Pisze lekko, z finezję. Wena ewidentnie mu sprzyja i czytelnik ma z tego niezaprzeczalną radochę.
W przeciwieństwie do Pilcha, Bart nie cierpi narcystycznie z powodu ego, co w przypadku prozy Pilcha skutkuje nadmiernie meandryczną frazą. Mam wrażenie, że i siebie czasem słynny prozaik zanudza; tak zdaje się być pogubiony w rozwlekłym pokomplikowanym traktowaniu swoich historii.
Bart często trafia w sedno. Ot, choćby ironią zbywając fenomen „lubieżnika” Houellebecq’a.

„Kult Houellebecq’a to wyraz zdrowego pociągu mieszczucha do słowa łechtaczka, cięgle jeszcze dość rzadko występującego w literaturze udającej poważną”

Wywiad z Bartem w Dzienniku