W pewnej części Internet staje rezerwuarem treści banalnych, idiotycznych i perwersyjnych. Skąd bierze się ów zalew nagrywanych spontanicznie, w domowych pieleszach, na imprezach, po pijaku i na trzeźwo filmów, eksponujących to, co zwyczajowo uznane było za intymne albo banalne, albo skrajnie bezwartościowe? Uznanie, że technika dała narzędzie, a my z tego skwapliwie – na potęgę – korzystamy, to zbyt prosta konkluzja.
Może chodzi o reakcję na powszechny elektroniczny nadzór? Nie sposób go uniknąć.
Vide: shot spotter:

Today, when someone fires a gun on a city street, a network of hidden microphones kicks in — triangulating the exact location.

Jeśli kamery nie spuszczają z nas oka, to chyba prywatność staje się reliktem i należy postawić kropkę nad „i”? To nie my zaczęliśmy tę grę.