Nie chce mi się pisać o teletubisiowym tsunami…Zresztą, jak pani rzecznik zareagowałaby na taki przekaz? Byłaby kolejna burza?
Oswoiłem się też z myślą, że premier bardziej ufa mamie niż polskim bankom. I tylko szkoda, że w medialnej wrzawie zawieruszyły się pomniejsze, acz ważkie stwierdzenia dwóch członków rządu.
Minister obrony Aleksander Szczygło przyznał w radio zet, że nie posiada komputera, bowiem woli książki. Odważny piarowy chwyt jak na polityka odpowiedzialnego za unowocześnienie polskiej armii.
Lapsus czy manifestacja czarnego humoru – trudno rozstrzygnąć, w jakim nastroju był minister zdrowia komentujący protest lekarzy:

/…/minister Religa wychodzi i mówi, że może to i dobrze, bo jak był roczny strajk lekarzy w Izraelu, to spadła tam umieralność. I tak oto państwo dba o nasze zdrowie.

Słusznie irytuje się Imme. I tylko nie wiadomo, cieszyć się czy płakać.

***

Chory jestem. Reanimuje się muzyką the Noisettes, lecz cała nadzieja w boskich pigułkach. Okrągłych, podłużnych. Nadzieja w syropach i w kroplach.
Długi weekend osadził się we wspomnieniami i cholernym wirusem. Włóczę nogami… do rytmu.

Płyta londyńczyków to piorunujący gitarowy łomot z kobiecym pazurem. Choć noisettes czerpią garściami z punkowej i nowofalowej tradycji, trudno zarzucić im epigonizm, brzmią świeżo, a melodie porywają. Fani yeah yeah yeahs i pokrewnych bandów będą wniebowzięci.