W stwierdzeniu czai się zaczepka – jak można, ot tak, poważać prymat Łodzi, Gdyni? Ale zastanawiam się, czy mamy inne miasta, które tak chętnie „grają” w zagranicznych produkcjach?

Trafna opinia. Na ulicy Mierniczej filmowcy goszczą z regularności, która zaczyna irytować mieszkańców. Bo lokatorzy sypiących się w oczach kamienic chętnie zamieniliby kamery i statystów na ekipy remontowe.
Tymczasem chodzi mi po głowie skrajnie prowokacyjna myśl. Gdyby zamienić ten wyjątkowy obszar w park tematyczny, urbanistyczne monumentum czasów minionych.

Urzędnicy nie mają ani pomysłu, ani pieniędzy, co z tym fantem począć. Tymczasem spektakularnie wyeksponowana upadek, ruiny, w oczach znudzonego sterylnością nowej architektury obserwatora i łowcy wrażeń, są przeatrakcyjne. Bo jeśli uwiodły filmowców, to pestką jest ściągnięcie turystów.Hmm… tylko jak to wytłumaczyć lokatorom?