Wyjątkowość i znaczenie „netu” opiera się na różnorodności. Ale trąba ten kto sądzi, że im dłużej człowiek surfuje w sieci, tym bardziej staje się liberalny, otwarty na inność, głodny wrażeń, ciekawszy ludzi i świata. Trudno też obronić kolejną deterministyczną tezę, iż nowoczesne narzędzia komunikacji są motorem pozytywnej zmiany społecznej.

Co bowiem począć z takim twitterem i temu podobnymi zabawkami? Czy poszerzają nasze horyzonty? Bynajmniej, wcale nie wynoszą komunikacji na wyższy jakościowo poziom i nie zwiększają zakresu indywidualnej wolności. W grę wchodzi raczej komunikacyjny regres.

Narasta we mnie sceptycyzm wobec wszelkich odmian technognozy i info-wtajemniczenia. Bo wydają się zagrożeniem podobnym do zinstytucjonalizowanej religii – z jej rytuałami, bezrefleksyjną masowością, skłonnością do uzależniania. My bronimy się uciekając w masową produkcję profili oraz awatarów, lecz one są metodą podtrzymywania iluzji naszej autonomii.

Pewnie „net” rozbija mentalną skorupkę, lecz człowiek – z natury rutyniarz – prędzej czy później zasklepia się na nowo w upodobaniach, uprzedzeniach i nawykach. To proces bez końca.

Czas na autorski rachunek sumienia. Fascynacja street-artem wcale nie sprawiła, bym sięgnął po puszkę farby. Szwankuje dynamika i ociężała kreacja wcale nie zamierza zerwać się do lotu.

***

Na koniec – Paul Anka i wyrafinowana perwersja, z jaką pastwi się nad nirvaną.

<param name="wmod