Kanadyjska policja przeprowadza rekrutację wśród użytkowników Second Life. Pionierskie przedsięwzięcie. Z rosnącego wielomilionowego grona graczy policja z Vancouveru chce „wyłuskać” komputerowych speców. Vancouver Sun:

As we move into the future, we’re going to need people who understand technology — that are conversant with it, that understand the impact of it and understand how to use it,” McQuiggin says. The police police department hopes to attract the real-life people behind the avatars at the seminar, he says. Even if an avatar represents a real-life candidate who lives in England or Germany, he says, they will be considered.

Ciekawe, jakie proponują zarobki? Bardziej istotne, w jakim stopniu stróże prawa zadomowią się w witalnym świecie, czy ich awatary będą dokonywać zatrzymań, o których poinformuje z kolei obecny w Second Life np. Reuters?

Wirtualny policyjny nadzór rodzi prawne konsekwencje i skłania do dociekań. Jaki jest status i charakter naszej wirtualnej tożsamości? Czy policja może posiadać (zresztą pewnie ma) niejawnych informatorów w Second Life oraz na rozmaitych społecznościowych portalach? W jakim stopniu korzysta z technik operacyjnych? Czy pozyskane w wirtualnym świecie informacje od – tak to ujmę – „kopi” realnego człowieka, mogą być wykorzystane przeciwko niemu w śledztwie?

Przykładowo: jeśli awatar twierdzi, iż popala trawkę, czy policja ma prawo do rewizji w mieszkaniu posiadacza awatara, dowodząc, że prawdopodobieństwo popełnienia przestępstwa jest większe niż możliwość konfabulacji? Z drugiej strony, na ile poczynania policji podlegają unieważnieniu, choćby ze względu na niezaprzeczalny fakt: Second Life jest grą, a więc niczym więcej jak tylko zabawą?

O policyjnej kampanii pisze smart mob.