Fugazi is a band from Washington, D.C– tak skromnie zaczyna się sucha notka o kapeli, który pchnęła punk rocka na nowe tory, uwalniając go z nawykowego, jałowego powielania nihilistycznych prowokacji. Fugazi zamiast no future zaproponowało DIY. I odniosło większy sukces, niż ten który polega na podpisaniu intratnego kontraktu. Fugazi zyskało popularność działając na własny rachunek, nie pod dyktando wynajętych speców od reklamy. Zachowało autentyczność.
Może w końcu – po kilku latach hibernacji – jedna z moich ulubionych kapel przerwie milczenie?

W najmniejszej części Fugazi nie ma nic wspólnego z masą klonowanych surf-punkowych kapel, które uparcie – do wyrzygania – śpiewają kolejną wersję ciągle tej samej piosenki o pijackiej balandze. Muzycy z Waszyngtonu zawsze lubili eksperymentować i na nowatorskim podejściu do, przecież prostej, w sumie, muzyki zbudowali swą wyjątkowość. Eksperymentatorskie zacięcie widać w tym klipie.

Przeczytałem dziś na Boing Boing, że w sierpniu ukaże się fotograficzny album o Fugazi. Autorem książki „Fugazi: Keep Your Eyes Open.” jest Glen E. Friedman, człowiek, który uchwycił początki sceny hard–core’owej oraz hip–hopowego szaleństwa. „Fugazi: Keep Your Eyes Open” ma zawierać dotąd nieopublikowane koncertowe fotografie. Do pełni szczęścia brakuje tylko nowej płyty.