Nigdy nie byłem pod szczególnym wrażeniem jego filmów. Ta nieznośna celebracja, powolność. Sceny napakowane symboliką, dopraszające się iście religijnej kontemplacji. Niewątpliwie był twórcą wielkiego formatu, mistrzem dla wielu, choć nie dającym się naśladować.
Od wielu lat Bergman milczał, jego śmierć to definitywny koniec pewnej epoki w kinie, w której reżyser był twórca totalnym.