Dziś stuknęłoby mu 55 lat. Zapewne oblewałby urodziny z kumplami – Joe Strummer, współzałożyciel the Clash.

Strummer dał się poznać jako nietuzinkowy tekściarz (polecam utwory z Combat Rock ). Po części Strummerowi punk zawdzięcza, iż uwolnił się z ciasnej nihilistycznej formuły no future. Lider the Clash miał społecznikowskie zacięcie. Grywał dla strajkujących robotników, angażował się w kampanie Anty Nazi League i Rock Against Racism.
Jego biografia świetnie nadaje się na film traktujący o burzliwym przełomie lata 70-80. Jeśli dziś tak często przypomina się I. Curtisa, może dla towarzystwa warto wspomnieć o Joe Strummerze?

Mało kto wie, iż Joe Strummer miał ambicje zostać karykaturzystą, a nie muzykiem. Nim powstało the Clash, zdarzało mu się grywać na ulicy. Mieszkał po skłotach. Bywał grabarzem.
Ożenił się z dziewczyną z RPA: potrzebowała brytyjskiego obywatelstwa, on stu funtów. Pierwszą piosenkę „Key to your heart” skomponował dla Palmolive, perkusistki the Slits.

U zarania punkowej rozpierduchy Strummer otarł się o sławetną grupę London SS. Parę lat później, dystansując się od kłopotliwych, skądinąd, skojarzeń, muzycy the Clash wyjaśniali, iż „SS” było skrótem od social security.

Po rozpadzie grupy Joe Strummer miewał filmowe epizodyczne przygody. Zagrał – za dużo powiedziene – przemknął przez plan zdjęciowy w niby-westernie pt. „Walker”; traktującym o Williamie Walkerze, awanturniku, który najechał Meksyk, jakiś czas później uznał siebie za prezydenta Nikaragui. (Recenzenci podkreślają, iż „Walker” to niedorzeczne dzieło: jakże inaczej traktować historię ulokowaną w XIX w., w której pojawiają się – jeśli wierzyć relacjom – helikoptery)

Strummer grał Elvisa w kultowym „Mystery Train” Jimiego Jarmuscha. Żadnego z filmów nie widziałem. Nie dotarłem do ostatnich nagrań Strummera. Zmarł w 2002 roku w trakcie prac nad kolejną płytą bandu Strummer and the Mescaleros.