W wieczornych wiadomościach, w newsie bodajże o długowieczności, mignęła mi stuletnia babcia, ale to, co powiedziała, utkwiło mi w głowie. Mówiła, że trzeba głosować nie na partie – czerwone, czarne, żółte – lecz na młodych, mądrych ludzi, gdyż to człowiek jest najważniejszy.
Banał, zdawać się może, lub teza o otrzeźwiającej prostocie, której pojąć nie jesteśmy w stanie, bo tak bardzo pochłania nas galimatias codzienności.
Tak się składa, że znalazłem w zapisach sprzed kilku lat znaczący – nie mam wątpliwości – cytat:

Najpierw mamy pole, na którym mieszkamy. Stąd przychodzi szacunek do rzeczy małych. Państwo powinno spełniać funkcje administracyjne, a nie aspirować do rangi czegoś z czego masz być dumnym /../ Należysz świata, wsi, do rzeki, kamienia, który leży nieopodal twojego domu.

To Arundhati Roy, autorka głośnej książki „Bóg rzeczy małych”. Nie tak odległe spostrzeżenia od mądrości naszej staruszki.

Poniżej zamieszczam fragment filmu z udziałem Roy, pisarki, autorki żarliwych (oponenci powiedzą nawiedzonych) antywojennych esejów, (w 2004 roku otrzymała Pokojową Nagrodę Sydney). Roy nakreśla swą wizję świata, eksponuje awersję do wszelkiej maści nacjonalizmów, wreszcie, mówi o sobie i pisaniu.

Zastanawiam się jak blisko tych prostych prawd są nasi politycy, bohaterowie spektakularnych transferów, napastujący nas wyreżyserowaną przez spin-doctorów egzaltacją i trwogą o losy, ziemi, którą tak między Bogiem a prawdą nie ma dla nich konkretu łąki, drogi, rzeki, domów, placu zabaw, szpitala, lecz jest ideologicznym fantazmatem, splotem egoistycznych zapatrywań i interesów.

***

Wywiad z Roy w magazynie Salon.

Małe rzeczy cieszą: PJ Harvey wydaje nową płytę White Chalk

Zamykam definitywnie komentarze. jak zauważyłem są zbędne.