Kolejna erupcja modnej dziś gigantomanii: holenderski architekt Erick van Egeraat wybuduje na Morzu Czarnym sztuczną wyspę w kształcie Rosji. Ma być atrakcją zimowej olimpiady w Soczi w 2014. Inwestycja warta minimum 6 mld dolarów będzie pewnie wielu zapierać dech w piersiach, ale dziwić nie może. Rosja przyzwyczaiła nas do gigantomanii. To kraj na nią skazany; kilka dekad temu sowieccy biurokraci brali się za odwracanie biegu rzek.
Tak w planach wygląda manifestacja urbanistycznych aspiracji, zwanych trafnie oligarcho-architekturą.

Od zawsze intrygowała mnie nie gigantomania, lecz jej wyłażące, co rusz, na wierzch „bebechy”. Zastanawiam się skąd biorą się owe natrętne podszepty ambicji, pretensje do omnipotencji, które nakazują człowiekowi mocować się z naturą, budować więcej, wyżej, głębiej.

Właśnie do niepokojących i drażniących „wnętrzności” odsyłają fotografie Terry Evansa: Steel Works.
Z nieco odmiennych powodów polecam Urban Landscape, tu natkniemy się na przykłady architektonicznych kolizji

***

Na marginesie, nie mogę doczekać się nowej płyty PJ Harvey.