Wybrać się w europejską trasę z Kapelą ze Wsi Warszawa, albo na amerykańskie wojaże z Behemothem i Vaderem (tam, gdzie mieszkają tysiące ich fanów), nakręcić z wyprawy dokument. Przecież to, że reszta świata przestaje postrzegać naszą kulturę przez pryzmat wypitej żubrówki i zjedzonych pierogów, to zasługa także wymienionych powyżej artystów.

Swoją drogą istnieje zaskakujący mechanizm: trzeba zaistnieć „tam”, na mitycznym Zachodzie, żeby docenili „tutaj”, w naszym grajdole. Najlepiej, aby talent legitymizowały recenzje w zagranicznych periodykach. Sami nie jesteśmy w stanie siebie docenić.

Julia Górniewicz vel Julia Marcell uchodzi za polską Tori Amos – odnotowuję Gazeta Olszytynska i pisze o wyjątkowej piosenkarce (chwała jej za to) podążając tropem m.in. notki w sierpniowym Guardianie. Zaznaczam, że nim dotarłem do informacji, wcześniej natknąłem się na Julię Marcell u Joe255 🙂 Oto jak zaznacza się prymat internetu.

Teraz Julia Marcell jest o krok od nagrania własnej płyty. Nie musi iść na kulawe kompromisy z nagraniowymi koncernami, bo dzięki internetowemu serwisowi Sellaband zebrała od fanów zauroczonych jej głosem i artystyczną wrażliwością (w 3 miesiące i 3 dni!) 50 tys. dolarów. Brawo.

***

Na koniec, niejako dla równowagi, ostry akcent. Tym, którzy uparcie przedkładają gładki plastik nad prawdziwą muzę, z premedytacją serwuje bolesne antidotum – Les Savy Fav. Będzie trudno zasnąć.