…myślę, że jest nudno i blogi wyglądają tak, jak wyglądają, bo jednak niewiele się u nas (w sensie – w polsce) dzieje – zaczepne i nie bez postaw stwierdza w swoim blogu Marta Klimowicz. Wsadziła kij w netowe mrowisko i będzie dyskusja? Cisza byłby paradoksalnie dowodem, iż polska blogosfera jest nudna.

Co jest clue zarzutów wysuwanych przez Martę Klimowicz? Dostaje się blogerom, tym piszącym o necie, za wpadki językowe i brak humanistycznego zacięcia, przenoszenie i komentowanie spraw, wydarzeń, zza granicy, oderwanych od naszego lokalnego podwórka. Innymi słowy, jest źle.
Miewam podobne spostrzeżenia, pozbawione jednak charakteru beznadziejnego constans. Gdyby było inaczej, nie prowadziłbym bloga, a tym bardziej nie miał listy ulubionych blogów. Proste.
Nasza blogosfera cierpi na szereg niedostatków, z których językowe ograniczenie, skutkujące izolacją jest najpoważniejsze. Ten zarzut równie dobrze dotyczy Czechów, Niemców, Bułgarów, dowolnej nieangielskojęzycznej nacji.

Rzeczywiście łatwo można zliczyć poważne blogi traktujące o filozofii, architekturze, urbanistyce i designie. Ale może to wszystko na co nas stać na obecnym poziomie? Trochę irytująca jest mizerna wymiana pomiędzy poszczególnym platformami. Jest wręcz regułą, że użytkownik blog.pl nie zagląda na blooga itp, itd. Stąd pewne wyjaławiające poczucie obracania się w wąskim kręgu.

Wszystko w swoim czasie, nie od razu Rzym zbudowano. Postęp jest ogromny. Mamy rodzime inicjatywy, odbywają się konferencje, spotkania, pojawił się choćby blip konkurujący z twitterem. Właśnie do blipa, o dziwo, wbrew poprzednim zastrzeżeniom, ostatnio się przekonałem. Dlaczego? Bo poznałem dzięki niemu kilka fajnych osób. I dopóki taka żywa wymiana zachodzi, blogosfera będzie się kręcić.