To najzabawniejsze słowa, jakie wypatrzyłem w necie po godzinie 23 i zarazem dowód na to, jak w absurdalne rewiry zawędrowała polska polityka. Ludwik Dorn z niejasnych dla mnie powodów wyniósł na piedestał medialnego zainteresowania swoją sukę i teraz został z nią na wieki powiązany.

Daleko mi do euforii i niech nadmiernej radości nie ulega Platforma. Polacy swoim zwyczajem zagłosowali bardziej przeciw niż za. To PiS wnerwił i rozczarował społeczeństwo, pchając wyborców w ramiona PO niż partia Tuska wyborców zachwyciła. Aczkolwiek przyznam, że końcówkę kampanii Tusk miał momentami porywającą, tak jak dla przeciwwagi Kwaśniewski skutecznie filipińskim wirusem rozłożył LiD.

Mnie ciekawi, czy powstaną komisje śledcze w sprawie CBA oraz prokuratorskich wyczynów ministra sprawiedliwości i jak zachowa się premier Kaczyński. Występując na antenie TVN24 uderzył w znajome nawiedzone tony, że wygrała wielka manipulacja; do jednego wrogiego frontu Kaczyński zaliczył i zabójcę ks. Popiełuszki, i Platformę.

Cóż, jesteśmy świadkami budowania przez radykalną prawicę kolejnego mitu założycielskiego, na podobieństwo tego, jakim było obalenie rządu Olszewskiego. Tak to jest, że dla niektórych klęska jest powodem do chluby.

Ciekawe, czy Kaczyński grający na frustracji utrzyma partyjne szeregi w ryzach. Bo przecież przegrany wódz powinien najzwyczajniej ustąpić? Ale czy można wyobrazić sobie PiS bez prezesa Kaczyńskiego? Tak jak marszałka Dorna bez Saby?