Nie jestem młodym bogiem. Szamański beat tkwi w głowie, powracając falami niczym turkocząca kserokopiarka. Nieciekawe uczucie. To cena (plus 65 pln) za najfajniejszy koncert ostatnich tygodni. We Wrocławiu zagrali Young Gods. Po raz drugi w ciągu 17 lat.

Masywna ściana świdrującego uszy dźwięku, podbita perkusyjnym opętańczym rytmem i szalonymi samplami. Tak dionizyjskie i nietzscheańskie zarazem, że momentami elektryczne ciarki szły po plecach.


Young Gods, Festival Nyon 2001

Wrocławska publiczność to dwie setki, sporo weteranów: średnia powyżej 30-stki. Wśród na gorąco rzucanych spostrzeżeń: imitatorzy Young Gods królują na MySpace, wypełniają po brzegi wielkie sale koncertowe, a legendarni prekursorzy ze Szwajcarii funkcjonują w niszy. Niesprawiedliwe.
Szkoda, że to wszystko działo się w pastelach i panelach wymuskanego Firleja. Jeden z najlepszych klubów muzycznych w tym mieście wygląda niczym plastikowa lodziarnia la Italiana. Od takich kontrastów aż bolą oczy i dopada spleen.

P.S Agim, dzięki 🙂

***

Tkwiąc nadal w muzyce – Damon Albarn z Blur napisał operę „Monkey” opartą na chińskiej legendzie. Angielska tv wyemitowała ciekawy dokument o projekcie. Znajdziecie go w youtubowych porcjach tu.

***
Jestem w szoku – głodowy protest boliwijskich prostytutek: zaszyły sobie usta.