Błądzenie po zatłoczonej galerii handlowej jest testem na neurotyczność. Każdej niedzieli błądzi nas tak tysiące.

Jeśli dziki tłum nie doprowadzi Cię do irytacji, to z twoją psyche nie jest najgorzej. Sprawdziłem na sobie: po 40 minutach miałem dosyć: pod skórą szalały diabliki. Nosiło mnie od środka. Czułem się, jak na dworcu kolejowym czekając na opóźniony pociąg-widmo, który nie miał zamiaru przyjechać.
Ostudziło mnie dopiero rześkie powietrze i otwarta przestrzeń nad głową. Puls zharmonizował się z szumem miasta.
Nie pojmuję, jak można spacerować będąc drobiną w ludzkim potopie przewalającym się przez pasaż handlowy, jak w takim miejscu można znaleźć spokój.
Sprowokowałem: w Magnolii Park runęła część stropu.

Szukam adekwatnego sposobu relaksacji, bo i mnie ostatnio w niebezpieczne rejony powiodły emocje. Chcąc zapobiec kolejnej małej katastrofie, sięgnąłem po książkę Joel Levey’a: „Relaksacja, koncentracja, medytacja”. Pożyteczny bryk, i choć dotyczy „starożytnych metod dla współczesnych umysłów”, jest wolny od pseudoezoterycznego bajdurzenia.

Znalazłem w książce słowa Dalajlamy:

Zrozumienie danego procesu umożliwia człowiekowi uzyskanie kontroli nad danym procesem lub uwolnienie się od bycia kontrolowanym przez ten proces. Dlatego analityczne rozpoznanie podstawowych składników ślepej furii: co uwalnia gniew, gdzie się ten gniew kieruje, jak uaktywnia mentalnie, werbalne i fizyczne energie itd., umożliwia wybuchowej osobie kontrolowanie swojej złości, a w końcu, być może wyzwolenie się spod jej wpływu.

I tak oto, koniec końców, doszedłem do emocji w polityce. Tu prezydent Kaczyński, niczym uczniak, obraził się na Tuska za „inwektywy pod jego adresem”.
Jeśli głowa państwa zachowuje się dziecinnie, to chyba i ja, przeciętniak bez aspiracji, bez Piar-owskiego wsparcia i kancelarii doradców, mogę choć raz porządnie dać ponieść się irytacji?
***
Już wiem, jak domowym sposobem, posiłkując się drobiazgami z szuflady, zrobić tatuaż.