Powszechny zachwyt na punkcie Wrocławia wychodzi mi bokiem. Reaguję alergicznie jak przystało na autochtona, który znając miasto od podszewki, nie zamierza godzić się z optyką weekendowego turysty balującego po knajpach i tam szukającego motywacji do zachwytów.

Wszędzie słychać: jedno z fajniejszych miast w Polsce. Ma klimat, emanuje dynamizmem, przyjemnie buzuje nocnym życiem. Miłe, acz, sprowadzające się do clubbingowych wrażeń. Zapytajmy o zdanie kogoś, kto mieszka w zapuszczonej czynszówce na przykład na Psim Polu. To część miasta, gdzie czas się zatrzymał. W te rejony nie dotarł clubbing i nie robią tu zakupów Koreańczycy z LG.

Wrocław robi bokami – komunikacyjnie. Niemożebnie zatkany i bez ładu rozryty. Zero koordynacji. Z inwestycyjnego frontu robót nijak nie wyłania się system komunikacyjny na miarę XXI wieku. Gdzie nam do Amsterdamu, Toronto. Że niby niestosowne porówniania? Zaraz, zaraz, to dlaczego władze przy okazji każdej inwestycji powtarzają jak zaklęcie najnowocześniejszy w Europie… nie ma takiego w Polsce… Kto kogo rżnie w głupa?

To czego nie ma, to sensownego systemu ścieżek rowerowych (na miarę zdrowego rozsądku, a nie XXI w. ). Nie ma parkingów dla cyklistów, ani szybkiego bezkolizyjnego tramwaju i miejskiej kolei.

Miasto się sypie, bo brakuje koncepcji, pieniędzy, rąk do pracy, wszystkiego po trochu, aby uratować kamieniczną zabudowę Śródmieścia. To spora połać, którą przyjezdni zwykli – jak psią kupę na chodniku – omijać. Kto wdepnie, sam sobie winien.

Na mapie Wrocławia rynek z odremontowanymi przyległościami to oaza turystyczna. A to oznacza szybujące w górę ceny. Szybują też materialne aspiracje wrocławian, z duchem innowacyjności zdecydowanie gorzej. Nawet wprowadzenie się arcyinnowacyjnego giganta – Google – niewiele pomoże. Bo firma usadowiła się w naodrzańskim mieście nie, aby go nowocześniać, lecz żeby zarabiać.

Poza rosnącymi biurowymi enklawami ze szkła, betonu i stali, ubożuchno i licho. Studenckie życie dogorywa przy alkoholu i blantach. Reszta zmordowana dorabianiem się, nie ma na nic czasu.
Festiwale są organizowane po to, by po raz setny zagrał Kult. Mimowolnie Kazik, skądinąd sympatyczny, przeistoczył się w emblemat archaicznego studenckiego etosu.

Nie jestem malkontentem, tylko zastanawiam się, co poczną wrocławianie, jeśli nie spełni się ich sen o EXPO (rozstrzygnięcie za kilka dni), a po przygodzie z EURO 2012 pozostanie stadion, którego nie da się zapełnić, o ile nie zorganizuje się fety z okazji święta narodowego lub nie zwabi się B16.
Co będzie kołem zamachowym rozwijającego się miasta?

Inwencja wrocławian i urzędników powoli się wyczerpuje i dlatego kreowanie wizerunku miasta przypomina kręcenie się za własnym ogonem. Tempo niemiłosierne: największa literacka nagroda w Polsce, największe operowe widowisko. Najważniejszy festiwal teatralny i przegląd piosenki aktorskiej też najważniejszy.
Niewiele jest festiwali w Polsce, które mogą się z nami równać
i które można podkupić, jak dwa lata temu Nowe Horyzonty.

Jakoże opatrzyły się krasnale, już fani breslauerskich (sic!) kryminałów Marka Krajewskiego rzucają kolejny oryginalny pomysł: chcemy postawić pomnik inspektora Mocka(będzie tropił krasnale).
Jasne, zawsze można postawić i odsłonić. Dobrze, że Krajewski zdystansował się od narwanego pomysłu.

Szwendając się po Wrocławiu, nie marzę o kolejnym monumencie, w który się zapatrzę i zapomnę. Myślę o banalnych udogodnieniach, o czymś, co zrównoważy miejską niedolę tkwienia w korkach, smutny widok zdewastowanych kamienic. Wolę:

  • ścieżki rowerowe. Wypożyczalnie rowerów i rowerowe parkingi
  • nowoczesną komunikacja miejską (nie pojmuję, dlaczego MPK, na zasadzie kuriuzalnego wyjątku, nie promuje swoich usług, nie oferuje rabatów i promocji)
  • zielone bulwary i place zabaw
  • nie parę – od biedy – hot spotów lecz kilka setek
  • miejską kolej (w spadku Niemcy pozostawili rozbudowaną sieć kolejową)
  • tramwaje wodne
  • otwarte do późna biblioteki i galerie (nie te handlowe)
  • recykling miejskich odpadów
  • urzędy otwarte po osiemnastej
  • zielone dachy
  • fontanny do pluskania
  • tygodnik
  • balonodrom