Ciekawe, jakie dziewczę umieścił premier na ostatniej stronie i czy w czwartek będzie o niezawodnie gładkiej pupie Dody, albo pijanej wiewiórce terroryzującej zakonnice, tudzież, porcja newsów o koszarowych gwałtach.

Premier Tusk przyłożył rękę do zawsze wiarygodnych wiadomości, którymi rzetelnie raczy nas, miliony obywateli, Fakt.
Ciekawe, iż szef rządu – jak słusznie zauważył jeden z rozmówców na antenie antenie TOK FM – nie znalazł czasu, aby pojechać do Paryża gardłować za Wrocławiem walczącym o EXPO. Widocznie kalendarz ma zapchany nierównomiernie i zdarzają mu się wolne ranki.
Premier powinien pójść za ciosem i uczestniczyć w redagowaniu magazynu „Żółć”. A potem dopieścić telewizję i wystąpić w roli pogodynki lub w Tańcu z gwiazdami. Niech zadowoli wszystkich, niech nie tylko czytelnicy tabloidu maja z premiera pożytek.

Jarosław Kaczyński jeździł do Radia Maryja na pogawędki, jego następca kokietuje czytelników biegunowo innego „Faktu” serwując im atrakcyjne newsy. Jaki jest zysk z tego piarowskiego cyrku z udziałem premiera? Rzekomo Tusk obiecał dwa lata temu redakcji tabloidu, że ją odwiedzi. Wolałbym, żeby dotrzymywał wyborcznych obietnic, złożonych solennie ledwie dwa miesiące temu.
Tymczasem wspiera swą osobą i autorytetem biznesowe przedsięwzięcie. Z drugiej strony, czyż nie ma w tym tęsknoty za gospodarskimi wizytami rodem z czasów PRL?

Politycznie Tusk nic na tym – zaręczam – nie ugra. A chciałoby się, żeby przynajmniej symbolicznie „szarpnął modernizacyjnymi cuglami” i spotkał np. z młodymi doktorantami albo wolontariuszami organizacji pozarządowych. Dał sygnał, że kraj zdecydowanie obiera rozwojowy, obywatelski kurs.

Koniec końców, krytycy Tuska dostaną do ręki kolejny argument, że po radykalnym populizmie PiS nastaje miękki (tabloidowy) populizm w wydaniu PO.