Po pierwsze, wystrzegam się rankingów z powodu ich kategoryczności i arbitralności. Narzucają wąską perspektywę. Są testem na środowiskowy konformizm: tego cenimy i wyróżniamy, a tego nie. Zresztą często owe podsumowania weryfikuje boleśnie upływający czas i zmieniające się trendy. Po drugie, traktowanie serio stu książek New York Times’a jest beznadziejną sprawą (jedna książka w niespełna 4 dni), ale warto wiedzieć, co w trawie piszczy.

Otóż lista przynosi miłą niespodziankę. To „THE COLLECTED POEMS, 1956-1998” Zbigniewa Herberta wyróżnili recenzenci prestiżowego dziennika. Jedyny polski akcent, tyle wart odnotowania, że ten rok w naszej zbiorowej świadomości raczej do Herberta nie należał. Skądinąd twórcy tej części Starego Kontynentu nie uwiedli w 2007 roku amerykanskich czytelników i recenzentów.

Pozycja, od której – ujmę wprost – literalnie się uzależniłem to „Odurzeni. Historia narkotyków 1500-2000” Richarda Davenporta-Hinesa. Książką z rodzaju niezwykłych, co oddają „odjechane” słowa sir W. Oslera zamieszczone w prologu:

Pociąg do łykania leków jest prawdopodobnie najważniejszą cechą, odróżniającą człowieka od innych zwierząt.

W przyszłym roku idę za ciosem i zaaplikuje sobie monografię o twórcach, którzy wzięli w dekadenckie, wywrotowe kleszcze purytańską i mieszczańską Amerykę: „W drodze. Poeci pokolenia beatników” Hansa-Christiana Kirscha.

Ameryko kiedy będziesz anielska? Kiedy ściągniesz z siebie ubranie?

To cytat z Allena Ginsberga. Poniżej wspomnienia Borroughs’a.