Zaczęło się niefartowo, od ślimaczej kolejki po bilety. Irytacja wzmagała się niczym duchota w zapchnej piwnicznej salce: legendarna, dyszaca, Rura. Nic tylko klnąć pod nosem, nie mogąc w ścisku ściągnąć kurtki, ani dopchać się do baru.
Znajomi i muzyka czynią cuda. Dobry nastrój powrócił błyskawicznie reanimowany. Od pierwszych minut głośniki buzowały tak, że w powietrzu czuło się elektryczność. Energia narastała niczym podczas seansu derwiszów. I trochę żal, że z koncertu nie będzie płyty.


(Tomek Dogiel, a Zmazik schowany za perkusją)

Oszibarack i przyjaciele: lingwistycznie opętany L.U.C., Cinas z CKoD, Marsija z Loco Star i jeszcze ktoś z Pink Freud; nie pamiętam wszystkich. Każdy dokładał coś od siebie: hip hop, emo, ektroniczne zgrzyty, kliki i loopy, zwiewne, drapieżne dziewczęce wokalizy. Efekt tej scenicznej kolaboracji: intensywna i dziksza muzyka Oszibarack.

Lider bandu, Agim, uprawia gatunkową woltyżerkę. Luzackie podejście do muzycznej materii, bałkański temperament są jego dewizą. Niezmiennie pokręconym dźwiękom, generowanym z rożnych pudełek, nadaje popowy sznyt, acz uczciwie ostrzegam: ten pop podszyty jest psychodelą i groteską. Frywolne melodie doprawione nagle porcją eksperymentalnych dystorcji i bitów, wprawiają w szczere zdziwienie. Skąd on bierze te pomysły?

(Agim i Patrycja)

Szykowana na luty płyta będzie nietuzinkowa. Popowe Toss your lasso – można posłuchać na myspace’wym profilu bandu – to przekąska lub przynęta, wedle gustu. Bez dyskusji, zapowiedź intrygującej niespodzianki.