Przed paroma wiekami tysiące desperatów porzucało Stary Kontynent ruszając w wyprawę przez Atlantyk w poszukiwaniu lepszego życia. Czeka nas powtórka eksodusu: ze świata realnego w wirtualny.
Dla rosnącej rzeszy ludzi, osadzone w komputerze światy są namiastką arkadii. Nie myślę tylko o transhumanistach, którzy marzą o ostatecznym scaleniu człowieka z maszyną, o zrzuceniu umysłu na twarde dyski.

Brytyjski uczony Edward Castronova uważa przeprowadzkę w wirtualne obszary za trend nieuchronny; to kwestia dekady – pisze o tym w książce: Exodus To The Virtual World.

Za symptomatyczną uważa on popularność gry Second Life. Ten eksodus ma wymiar eskapizmu. Tkwienie godzinami przed komputerem staje się praktycznym sposobem na ucieczkę przed codziennością, przed jej problemi. Tu chodzi też o coś więcej, o istnienie w innym wymiarze.
W wywiadzie dla BBC Edward Castronova podaje przykład:

If it’s a heavy-set girl from a small town who gets victimised just because her body isn’t the ‚right’ kind of body, and she goes online to make friends because she can’t get a fair shake in the real world, then I would say the virtual world is more of a refuge.

Naukowiec kreśli scenariusz, wedle którego pewne grono (dyskusyjne, na ile liczne) w ogóle zerwie kontakty z rzeczywistością. Do tematu powraca publikujący publicysta Matt Peckham. Spostrzeżenia nie są odkrywcze zważywszy na to, jak od lat Japonia boryka się z kłopotliwym fenomenem hokikomori.

Na koniec, dla zilustrowania zjawiska, pewien cytat:


One morning when he was 15, Takeshi shut the door to his bedroom, and for the next four years he did not come out.