W 1869 roku skonstruowano pierwszy (pewnie jedyny) parowy wibrator. Za ile lat człowiek będzie bzykał się z robotem; ba, zaryzykuję, zakocha się ze wzajemnością w maszynie? Ekspert od sztucznej inteligencji David Levy, autor ksiażki Love and sex with robot broni karkołomnej tezy, iż wraz z postępem technologicznym utylitarne relacje człowiek-robot zyskają „na namiętności”. Dziwaczne? Ale tylko z naszej perspektywy, gdyż nie wiemy, jakie niespodzianki oferuje przyszłość.

Skoro już teraz ulubiony robot Japończyka może go wyręczyć w serwowaniu herbaty lub sprzątaniu domu, co stoi na przeszkodzie (poza barierami technologicznymi), by seksowne androidy świadczyły usługi „wyposzczonym” kierowcom tirów, marynarzom nie radzącym sobie z dolą rozłąki? Czy panowie mieliby opory poza estetycznymi? Akurat warsztaty produkujące lale dmuchane i nie tylko takie mają spory popyt. A tu rozchodzi się o skomplikowane frywolne maszyny.

Nie bez przyczyny Levy wspomina – z aprobatą – o robotach-prostytutkach albo zawieranych przez obie strony partnerskich/małżeńskich umowach. Prognozuje, że pierwszy związek przypięczętowany zostanie w USA circa 2050 roku.

Ciekawe, jak na tego rodzaju praktyki zareaguje kościół? Pewnie uzna je za niezgodne z moralnym kanonem i potępi, jak czyni to ze związkami homoseksualnymi.

Wolałabym poślubić robota– deklaruje Regina Lynn, autorka kolumny „Sex Drive” magazynu „Wired” . Jeden z 10 powodów? A robot will only create drama if I want it to.
Cóż, pokusa pełnej kontroli jest niewątpliwie silnym afrodyzjakiem, ale czy ma wiele wspólnego z partnerskim układem?

Jeśli zgodzimy się z tezą, że przemiany technologiczne wyprzedzają i wymuszają zmiany kulturowe, w tej z pozoru śmiesznej futurystycznej prognozie kryje się ziarno kiełkującej prawdy. Skądinąd wartych uwględnienia argumentów dostarcza (na pęczki) hollywoodzkie kino; vide: kultowy „Blade Runner” albo A. I – sztuczna inteligencjaSpielberga, tudzież okazała galeria bohaterów cyberpunkowej literatury.

Bezprzecznie realizacja techno-proroctwa oznaczałaby krańcową fetyszyzację i uprzedmiotowienie seksualnych relacji, skutkującą zanikiem międzyludzkiej alchemii.
Sex stanie się czymś na podobieństwo elektrycznego wyładowania: switch on/off. Ale czy nie pragną tegoż miliony użytkowników porno stron i sex-czatów: natychmiastowego spełnienia zamiast chybionych, rozczarowujących starań o względy nieosiągalnej, wyidealizowanej kochanki lub kochanka.

W sferze uczuć wszyscy jesteśmy analfabetami – pisał Ingmar Bergman. I tak pozostanie o ile nie ziści się prognoza D. Levy’ego.
Wówczas miłość stanie się formą undergroundowego oporu? Wrócimy do Tristiana i Izoldy?